You are on page 1of 4

80 | e!

podróże

tekst: Paulina i Tomek Grzędowie


W 2010 roku wyruszyli w roczną podróż poślubną dookoła świata.
Prowadzą bloga podróżniczego www.henhen.pl

Japonia
Pomysł na roczną podróż dookoła świata zrodził się
w naszych głowach dawno temu, na długo przed
pomysłem małżeństwa. Skoro jednak zuchwała decyzja
o ślubie zapadła, dlaczego by, idąc za ciosem, nie okrążyć
w ramach miodowych wakacji globu? W końcu wesele
to również świetne przyjęcie pożegnalne dla rodziny
i przyjaciół, których mieliśmy nie widzieć przez bagatela
rok. Tym sposobem, w niecały miesiąc po ślubie byliśmy już
w drodze. Zapraszamy do lektury pierwszej odsłony
z cyklu poświęconego podróży dookoła świata.
xxxxxxxxxxxxxxxxx | 81

B
Był 12 lipca 2010 roku. Hiszpanie świętowali właśnie świeżo zdo-
byte Mistrzostwo Świata w piłce nożnej. Na ulicach RPA porykiwa-
nia wuwuzeli nie dawały jeszcze zmęczonym mieszkańcom zasnąć,
a hordy świętujących finały kibiców witały poranek na rozległych po-
łudniowoafrykańskich plażach. My ten wieczór spędziliśmy 11 tys.
metrów nad ziemią. Gdy tylko koła samolotu dotknęły płyty lotni-
ska, ciekawość, jak rozstrzygnęły się losy piłkarskich gigantów, się-
gnęła zenitu. Nie trzeba było długo czekać. Brytyjska stewardesa, sze-
roko się uśmiechając, szybko rozwiała wątpliwości: "Jeśli są Państwo
ciekawi wyniku meczu finałowego...Hiszpanie wygrali!". Moje "Hu-
raaaa" odbiło się głuchym echem. Nikt wokół nie okazał choćby cie-
nia entuzjazmu. Czyżby wszyscy kibicowali Holendrom?
Wylądowaliśmy właśnie w Tokio. Większość naszych współpasa-
żerów to Japończycy. Nawet gdyby w hiszpańskiej drużynie grał ich
ma swój plastikowy odpowiednik wystawiony w witrynie restauracji.
Teoretycznie to doskonały zabieg, jest uniwersalny w każdym języku
świata. Nas jednak te modele do jedzenia nie kusiły.
Kolejne zderzenie kulturowe nie było już tak bolesne. W japoń-
skiej kolei, tak różnej od naszej rodzimej, zakochaliśmy się od pierw-
szego wejrzenia, a precyzyjniej od pierwszej podróży. Na torach Ja-
ponii królują "pociągi pociski", tutaj zwane shinkansenami. Według
ich rozkładu jazdy można nastawiać szwajcarskie zegarki. Nie mam
na myśli jedynie godziny odjazdu, ale także godzinę przyjazdu. Wy-
ruszyliśmy z Tokio o 12:56 i po przejechaniu 631,9 km zatrzymali-
śmy się na stacji Hachinohe dokładnie o godzinie wskazanej na bile-
tach. Pokonanie tego odcinka zajęło nam 3 godziny i 7 minut, choć
po drodze zatrzymaliśmy się na kilku stacjach. Shinkanseny osiąga-
ją prędkość do 300km/h. Zgodnie z pewnymi źródłami całkowite
mąż, a trenerem był wujek, euforii raczej by publicznie nie okazali. roczne opóźnienie ‘pociągów pocisków’ w 2010 roku wyniosło nie-
Gdybyśmy za miejsce początku naszej poślubnej podróży dookoła całą minutę. W tym samym roku łączne opóźnienie pociągów PKP
świata obrali Argentynę, bądź Chile, scena wyglądałaby zapewne ina- wyniosło nieco ponad 10 lat! Wewnętrzne rozporządzenie Japan Rail
czej. My zaczynaliśmy jednak naszą roczną przygodę w Japonii. Do dopuszcza 5-minutowe opóźnienie pociągu, ale jedynie w przypadku
legendarnej powściągliwości Japończyków będziemy się więc musie- trzęsienia ziemi o sile powyżej 6 stopni Richtera. W przeciwnym ra-
li przyzwyczaić. Jak i do wielu innych zmian w naszym codziennym zie pieniądze za podróż należy zwrócić, a pasażerowie otrzymują spe-
życiu przez kolejnych 12 miesięcy. cjalne zaświadczenia dla pracodawcy.
Chcąc uczcić początek podróży, pierwszego wieczoru w stolicy Ja- Japońskiej kolei nie jest straszny nawet wyspiarski charakter kra-
ponii wyruszyliśmy na kulinarne łowy. Nasz entuzjazm szybko jednak ju. Część z naszych zapisków z podróży powstała 140 metrów pod
okrzepł. Tym razem nie za sprawą japońskiej powściągliwości, a raczej dnem morza. Bo cóż robić, gdy za oknem rozpościera się jedynie
braku anglojęzycznych kart. Już wiemy, że nie będzie nam się tu łatwo czarna ściana tunelu Seikan? Ten najdłuższy i najgłębiej usytuowany
porozumieć. Znajomość języka angielskiego nie jest powszechna, czę- podmorski tunel kolejowy świata ma blisko 54 kilometry długości
sto nie sposób wydobyć choćby najprostszej informacji. Gdy w żołąd- i łączy wyspy Honsiu i Hokkaido. Pozostaje być dobrej myśli, skoro
ku ściska nas już z bólu, w żadnej z dziesiątek knajp nie ma ani literki Japończykom udało się przekopać pod morzem, w Warszawie także
po angielsku, a nagabywacze z szerokim uśmiechem rozkładają ręce, w końcu uda się poprowadzić metro pod Wisłą.
szepcąc nieśmiało: ”Welcome, no menu”, jedynym ratunkiem stają Dzięki niezawodności kolei w ciągu 3 tygodni dotarliśmy do wie-
się plastikowe modele jedzenia. Z problemem tłumaczenia klientowi, lu zakątków Japonii, często oddalonych od siebie o ponad 1000 ki-
z czego składa się potrawa, Japończycy poradzili sobie w bardzo oso- lometrów. Jednym z takich miejsc była najdalej na północ wysunię-
bliwy sposób. Wszystko, od dań głównych, poprzez desery, po drinki ta wyspa Japonii- Hokkaido. Kilkadziesiąt kilometrów dalej leży już
82 | e!podróże

że jest aktywnym wulkanem i gdzieniegdzie wypluwa strumienie dy-


mu i pary, otumaniając zapachem siarki.
Jak się okazuje, pewne zwyczaje są uniwersalne. Podobnie jak
w Polsce, japońscy turyści na górskich szlakach pozdrawiają się, mó-
wiąc „dzień dobry”. Brzmi to bardziej jak „konnicziła”, ale z grubsza
chodzi o to samo. Na szlaku nie spotyka się za to pań w pantofel-
kach, jak to bywa na Świnicy. Wszyscy mają profesjonalny wyso-
kogórski sprzęt: markowe buty, plecaki, spodnie, kurtki, czapeczki,
rękawiczki, kijki, paski, kompasy, sznurowadła itp. I choć na szlaku
trudno się raczej zgubić, świetnego przygotowania w górach nie wol-
no im odmówić, tak jak i nam Polakom ułańskiej fantazji.
Po trudach całodniowej wędrówki z przyjemnością zanurzyliśmy
się w gorących wodach miejscowego onsenu. Panie na prawo, pano-
wie na lewo i już po chwili namydlamy się i biczujemy wodą w to-
warzystwie dziesiątków całkiem golusieńkich Japończyków. Japonia
to kraj wulkaniczny, gorące źródła są niemal wszędzie, a publiczne
łaźnie zwane onsenami to w Kraju Kwitnącej Wiśni narodowa in-
stytucja. Nasz onsen jest nietypowy, gdyż zaraz po obowiązkowych
ablucjach w osobnych łaźniach wydzielonych dla kobiet i dzieci oraz
mężczyzn, trafiamy do koedukacyjnych bali z bulgoczącą wodą usy-
tuowanych na górskim stoku z widokiem na dolinę. Koedukacyjne
onseny rzadko bywają otwarte dla cudzoziemców. Tu jednak dociera
naprawdę niewielu obcokrajowców, nikt nie ma więc sumienia od-
mówić nam tej przyjemności wyłącznie ze względu na kolor skóry.
Zresztą nasz odmienny wygląd wywołuje tu wyłącznie pozytyw-
Rosja. Wystarczyłaby kilkugodzinna przeprawa promem na wyspę ne reakcje. Japończycy są bardzo przyjaźnie nastawieni do obcokra-
Sachalin, by przenieść się do poradzieckiej rzeczywistości. My jednak jowców. Nie ma bakszyszy, żadnych drobnych napiwków, a zarówno
do Rosji na razie się nie wybieramy. Zatrzymamy się w Hakodate, w hostelu, jak i w sklepie, czy w przydrożnej knajpce, każdy jest po-
dawnej osadzie rybackiej malowniczo położonej na półwyspie. Wi- mocny. Pomimo trudności komunikacyjnych wynikających z wro-
dać tu wpływy zagraniczne, są dwa kościoły prawosławne, kościółek dzonej nieśmiałości i braku znajomości języka angielskiego, nigdy nie
katolicki i piękna świątynia szintoistyczna. Nad zatoką dawne maga- odmówiono nam pomocy. Dochodzi przy tym do zabawnych sytu-
zyny rybackie, dziś przerobione na knajpki, kuszą daniami z owoców acji, gdy zaczepiony na ulicy przechodzień z nieukrywanym zakło-
morza. Podobnie zresztą jak miejscowy targ rybny, gdzie rybacy wy- potaniem i przepraszającym uśmiechem zaczyna przed nami uciekać.
stawiają swoje codzienne połowy. Wielkie kraby kotłują się w akwa- Innym razem starszy pan zapytany o najbliższą pocztę, chwyta mnie
riach, a przy odrobinie szczęścia można upolować niedrogi zestaw za dłoń, po czym bez słowa zaczyna nas prowadzić w gąszcz wąskich,
złożony z ostróg, małży, słoiczka kawioru i wybranej ryby sprzedawa- ruchliwych uliczek, nerwowo coś wskazując. 5 minut później tryum-
ny w praktycznych styropianowych pudełkach. falnie doprowadza nas do bankomatu.
No ale nie dla owoców morza przybyliśmy na Hokkaido, a przy- Japończycy to najbardziej kolektywnie myślący naród, z  któ-
najmniej nie tylko dla nich. W samym sercu wyspy leży Park Narodo- rym się spotkaliśmy. W  miejscach publicznych wyciszają telefony,
wy Daisetsuzan. Park to jeden z najmniej ucywilizowanych regionów w środkach komunikacji nie używają ich też do prowadzenia roz-
Japonii. Maleńka osada, Asahidake, to zbiorowisko kilku rozrzuco- mów – mogłoby to przeszkadzać innym. Na stacji nikt nie przepycha
nych wzdłuż jednej drogi hoteli oraz schronisko, w którym mieliśmy się łokciami, nikt na nikogo nie wpada, nie przeskakuje swojej ko-
się zatrzymać. 320 zł za nocleg w tej drewnianej chacie zdecydowa- lejki. Na peronie ludzie ustawiają się grzecznie w kolejkach, w miej-
nie zachwiało naszym wyobrażeniem o schroniskach górskich przyj- scach do tego przeznaczonych. Japończycy zakładają białe maseczki
mujących pod dach strudzonych wędrowców za symbolicznego jena. ochronne gdy czują się zaziębieni - nie chcą zarazić innych. Mimo
Zdecydowaliśmy się więc zrobić chrzest namiotu. Matka natura po- gigantycznych mas ludzkich skupionych w dużych miastach nie od-
traktowała chrzest dość dosłownie i przez całą noc polewała nas sys- czuwa się tu atmosfery tłoku i ścisku. Takie przykłady przedkładania
tematycznie strumieniem wody. Kemping przywitał nas też rozwie- interesu publicznego nad własny można w Japonii spotkać na każ-
szonymi na każdym kroku ostrzeżeniami przed wizytą niedźwiedzi, dym kroku. Wywodzą się jeszcze z surowego kodu szogunów, kie-
których w tym dzikim regionie jest dużo. Pole namiotowe było w le- dy to wódz wioski odpowiadał własną skórą za zbrodnie podwład-
sie i nie miało ogrodzenia. Dodatkowo w łazience znaleźliśmy kart- nych. Podwładni, pozbawieni opiekuna, zostawieni byliby na pastwę
kę ostrzegającą przed lisami, które w poszukiwaniu jedzenia wdzierają rzezimieszków. Taka świadomość współzależności przetrwała do dziś
się do namiotów. Przy wejściu ustawiono nawet duże metalowe klatki, i przejawia się w zaufaniu, którym darzą się nawzajem ludzie.
gdzie każdy biwakujący ma bezwzględny nakaz złożyć wszelkie jedze- Spotykaliśmy się tu ze specyficzną formą sklepiku – produkty są wy-
Zdjęcia: ccccccc

nie. Na szczęście poza powodzią nic więcej nas w nocy nie nawiedziło. stawione na ladzie, obok stoi puszka z pieniędzmi. Wybieramy pro-
Namiot przetrwał, choć o 5-tej nad ranem spaliśmy już jak na królew- dukt i wrzucamy pieniądze do puszki. Nikt tego nie pilnuje. Przycho-
skim łożu wodnym . I choć rano pogoda wciąż nas nie rozpieszczała, dzi nam na myśl co najmniej kilka krajów, gdzie taka forma sprzedaży
postanowiliśmy wyruszyć w góry. Najwyższy szczyt wyspy Hokkaido, potraktowana byłaby nie tylko jak wyjątkowa promocja, ale jeszcze
Asahi-dake (2291m) różni się od naszych rodzimych gór głównie tym, świetna okazja, aby się szybko zaopatrzyć w gotówkę.
Jeden z  najmilszych gestów ze strony miejscowych spotkał nas chorowała na białaczkę, częsty efekt uboczny promieniowania ato-
w Nikko, gdzie nasza gospodyni zaproponowała nam sesję zdjęciową mowego. Sadako w szpitalu postanowiła ułożyć tysiąc żurawi ori-
w kimonach. Jesteście w podróży dookoła świata, rok z dala od domu, gami. Zgodnie z japońskim przysłowiem, gwarantuje to spełnienie
do tego tuż po ślubie? Nie możecie opuścić Japonii bez tradycyjnego życzenia - Sadako marzyła o tym, aby wyzdrowieć. Nie zdążyła, ale
prezentu ślubnego - usłyszeliśmy. Od słów, do czynów - kilka godzin pracę dokończyli za nią jej szkolni koledzy. Od tamtej pory z całej Ja-
później przeglądaliśmy już dziesiątki wieszaków objuczone niezwykle ponii wycieczki szkolne zwożą pod pomnik tysiące żurawi origami,
ciężkimi , bogato zdobionymi kimonami w sklepie znajomej naszej ku pamięci dzieci poległych w trakcie wojny oraz w wyniku promie-
gospodyni. Nie łatwo było dokonać wyboru, oddaliśmy się więc w rę- niowania. Jedna z takich grup przywiozła właśnie swoje dzieło.
ce ekspertów. Po pół godzinie pozostał jeszcze tylko dobór dodatków: Spotkanie z historią miało za to bardziej radosny wydźwięk w Kio-
parasolka, katana, tradycyjne drewniane japonki. Największe wrażenie to, dawnej stolicy cesarstwa i wieloletniej siedzibie dworu. Kioto to
zrobił na nas bogato zdobiony czerwony płaszcz ślubny. Choć trudno raj dla historyków Kraju Kwitnącej Wiśni, miejsce gdzie można po-
było odmówić wystrojonej tak pannie młodej urody, pierwszego tańca smakować autentycznej atmosfery dawnej Japonii. Doskonale zacho-
raczej by w nim nie zatańczyła. Gdy kończyliśmy sesję w blasku księży- wane wąskie uliczki, klimatyczne nadrzeczne knajpki, oraz malowni-
ca, na tle słynnego mostu Shinkyo w Nikko, przez chwilę sami poczu- cza alejka Shinbashi, gdzie nad rzeką, wśród płaczących wierzb przez
liśmy się, jak w średniowiecznej Japonii pod panowaniem szogunów. okna można podejrzeć gejsze serwujące gościom herbatę. W trady-
W Nikko o taką duchową podróż w czasie nie trudno. Wystarczy cyjnej dzielnicy Gion natknęliśmy się również na starannie umalowa-
spacer wśród chramów sintoistycznych Nikkō Tōshō-gū, lub krótki ne i wystrojone gejsze, śpieszące wraz ze swoimi uczennicami maiku
wypad do położonego w górach Chuzenji-onsen. Krystaliczne czyste na wieczorne spotkania. Nie mogąc oderwać wzroku od wymyśl-
jezioro u stóp wulkanu Nantai, wodospady Kegon Falls i majestatycz- nych upięć włosów i grubej warstwy białego makijażu, zachodziliśmy
nie wznoszące się nad miasteczkiem góry tworzą niezwykle malowni- w głowę, jak wytrzymują one w japonkach wysokości co najmniej
czą scenerię dla kompleksu świątynnego bogato zdobionego złotem. 14 cm. W Kioto o zawroty głowy przyprawia również mnogość i róż-
Równie malowniczą scenerią może się pochwalić kompleks świą- norodność budowli świątynnych. Położona w przepięknym ogrodzie
tynny w dawnej stolicy Japonii i siedzibie dworu cesarskiego, Na- świątynia buddyjska Ginkakuji pozwoliła nam się przenieść w XV
rze. Tym razem jednak tło stanowią ciekawskie daniele. Zwierzęta wiek. W pamięci zapadną też Złoty Pawilon Kinkaku z końca XIV
są wszędzie, na każdym rogu, w każdym parku, na każdym skraw- wieku, bambusowy las na tyłach świątyni Tenryuji i kolorowy chram
ku zieleni. Choć najwygodniejszym środkiem komunikacji jest tu- szintoistyczny Heian, wybudowany w połowie XIX wieku jako mi-
taj rower, czasem potrzeba dużej sprawności, aby wyminąć polujące niatura pałacu cesarskiego z okresu Heian. Szczególnie polecamy jed-
na jedzenie stada rogaczy. Zwierzaki stają się wyjątkowo bezczelne nak odwiedziny w położonej na uboczu Inari Taisha. Kompleks to
zwłaszcza w okolicy najbardziej popularnych atrakcji turystycznych. ciąg krwisto-pomarańczowych bram torii wijących się na długości
Chcąc odwiedzić największą drewnianą świątynię świata- Todai-ji – 4 kilometrów na stokach otaczających Kioto wzgórz. Jak podpatrzy-
z ogromnym 16,2-metrowym posągiem Buddy, należy więc zapar- liśmy, torii można sobie wykupić (cena zależy od wielkości i loka-
kować rower jak najbliżej wejścia, po czym biegiem, nie odwracając lizacji na terenie świątyni) i postawić zapewne w zbożnej intencji.
się za siebie, czmychnąć za ogrodzenie. Spokojny spacer grozi utra- Rozważaliśmy nawet zakończenie podróży i kupno torii. Nie mieli-
tą reklamówki, znajdujących się w środku przekąsek, a nawet mapy. śmy tylko pewności, czy pozwolą nam wygrawerować inskrypcje po
Przekonaliśmy się o tym nieco wcześniej na wyspie Miyajima, gdzie polsku, a tak po japońsku to głupio nie wiedzieć nawet, co się wypi-
daniele witają turystów już na nadmorskiej promenadzie, zaraz po zej- suje dla potomnych. Ostatecznie zdecydowaliśmy się jednak konty-
ściu ze statku. Wysepka znana jest z chramu Itsukushima, którego wej- nuować tułaczkę po świecie. Wkrótce byliśmy już w Chinach, gdzie
ścia strzeże słynna brama torii. Chram najlepiej odwiedzić pod koniec na powitanie czekał nas niespotykany szok kulturowy. O tym jednak
odpływu, by z bliska przyjrzeć się powtykanym w bramę monetom w następnej odsłonie E!podróży, w kolejnym numerze E!Stilo.
pozostawionym tu na szczęście. Przy odrobinie cierpliwości dzień po-
żegnamy wówczas widokiem złocącej się w promieniach zachodzącego
słońca torii jakby dryfującej na płytkich wodach zatoki.
Miyaijima leży w pobliżu słynnej Hiroszimy i choć wizyta w mie- Informacje praktyczne:
ście przywołuje smutne wspomnienia, nie należy jej unikać. Widok
A-bomb Dome, szkieletu budynku, który znajdował się tuż pod epi- Waluta: jen (JPY)
centrum eksplozji bomby atomowej odciska bolesne piętno. Podobnie 100 JPY = ok. 3,6 PLN
zresztą, jak odwiedziny w muzeum Hiroszimy, które przypomina nam, Dojazd:
Regularna cena lotu na trasie Warszawa-Tokio to ok. 3,5/3,6 tys. zł.
że kopuła A-bomb to obok Oświęcimia jedyne miejsce związane z II
W promocji, np. LOT, Qatar Airways bilet można kupić za 2,9 tys. zł
Wojną Światową wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Komunikacja:
Wizyta każe nam jednak pochylić się również nad współczesną histo- Najwygodniejszym i najbardziej powszechnym środkiem trans-
rią. Jak się okazuje, najsilniejsza bomba atomowa zdetonowana przez portu jest kolej. Japan Rail Pass, rodzaj 1-, 2- lub 3-tygodniowego
Rosjan miała siłę ponad trzy tysiące razy większą od tej w Hiroszimie. biletu na wszystkie połączenia Japan Rail to świetna inwestycja.
Rosjanie skonstruowali również bomby o kilkukrotnie większej sile, ale Choć 2-tygodniowy bilet kosztuje około 1600 zł/os, zwraca się już
nie mogli ich zdetonować ze względu na potencjalne skażenie środowi- po pierwszych dniach podróży. Biletu nie kupimy w Japonii, naj-
ska. Rosja ma obecnie około 16 000 głowic nuklearnych. Największa lepiej zakupić go przez internet w jednej z zagranicznych agencji
głowica mogłaby zrównać z ziemią 1/3 powierzchni Polski. i zamówić przesyłkę kurierską.
Jednak w całym tym ogromie bólu, dostrzegamy i jasny promyk. Noclegi:
Koszt noclegu w dormitorium hostelu to ok. 100 zł/ os. Pokój dwu-
Jest to Children’s Peace Memorial Monument w Memorial Park. To
osobowy w hotelu klasy turystycznej kosztuje ok. 260-300 zł.
pomnik dziewczynki o imieniu Sadako, która w latach 50-tych za-